PŁYTA

okladka 5,65 mb

 

Kalendarium -czyli jak to z płytą było…

Nie było tego tak wiele, ale pojawiałem się jako muzyk na wielu różnych płytach. Nigdy nie myślałem o nagraniu autorskiej płyty, aż tu pewnego dnia, siedząc z Jarkiem Śmietaną przy barze w krakowskim klubie Drukarnia, Jarek rzucił hasło „Nagrajmy płytę”.
-Ale co nagramy? -zapytałem.
-To napisz coś! -odpowiedział Jarek.

W kilka dni napisałem 12 tekstów i tak spełniły się nasze marzenia.

I tak oto 1 marca 2010 roku ukazała się moja pierwsza autorska płyta, firmowana moim nazwiskiem:
„Antoni Krupa -ostatni blues”

474

Znalazły się na niej moje teksty i wiersze oraz trzy standardy: „Ruby Tuesday” (Rolling Stones), „Summertime” oraz „Another Man” (zagrany na dwie harmonijki i wokal).
Muzykę skomponowałem razem z Jarkiem Śmietaną, a samą płytę nagrałem z grupą przyjaciół:
-Jarosław Śmietana (gitara, wokal w utworze „Ruby Tuesday”)
-Antoni Dębski (gitara basowa)
-Paweł „Baby” Mąciwoda (gitara basowa w trzech utworach)

Oraz gościnnie:
-Harriet Levis (wokal)
-Karolina Cygonek (wokal)
-Magda Piskorczyk (wokal)
-Agnieszka Łapka (wokal)
-Marta Ignatowicz (wokal)
-Jorgos Skolias (wokal)
-Stefan Błaszczyński (flet, perkusja)
-Tomasz Kudyk (trąbka)
-Łukasz „Wiśnia” Wiśniewski (harmonijka)

Nagrania odbywały się w prywatnym, domowym studiu Jarka Śmietany. Był on kolekcjonerem gitar i każdy z utworów na płycie zagrał na innej gitarze. Były to te same instrumenty i te same roczniki gitar, na jakich grali między innymi B.B.King, Eric Clapton, Peter Green czy George Harrison (legendarny Gretch).

Foto: Marta Ignatowicz

13 14 15 16

17 19 20 22 23 25

26

Foto: Kamila Łukasiewicz

35 36 37

Foto: Klaudia Krupa

104 105 106 107

9 10

2 marca 2010 roku zakończyliśmy nagrania.
Na płycie pojawiają się również głosy moich kochanych wnuków -Kacperka i Igorasa.

Foto: Klaudia Krupa

103 108

Foto: Marta Ignatowicz

89 91

2

Foto: Zdzichu Czmer

61

Foto: Klaudia Krupa

27 116

23 maja 2010 roku do grona moich przyjaciół dołączyła Magda Piskorczyk i dograła swój głos w dwóch utworach.

123

18 marca 2010 roku, w audycji „Bielszy Odcień Bluesa”, odbyła się ogólnopolska prapremiera płyty.
Jan Chojnacki, po utworze Roda Stewarta, zaprezentował dwa utwory z płyty:
„Camden Town” i „Popatrz chmurom prosto w oczy”

15 czerwca 2011 roku Jarek stwierdził, że nie jest zachwycony projektem okładki naszego dzieła.
Dlatego razem z córką Klaudią zaprojektowaliśmy inną okładkę.
Postanowiliśmy sparafrazować kultową okładkę płyty „Blues Breakers – John Mayall with Eric Clapton”

484

1 lipca 2012 roku stworzyłem drugi, zmodyfikowany projekt dla mojej płyty.
Zmieniłem układ utworów, pozostawiając te najbardziej refleksyjne i wzbogaciłem je o tytułową kompozycję.
Ta nowa odsłona to właśnie:
„Amela – blues o rozwianych włosach na wietrze”
Płytę zadedykowałem mojej ukochanej, ośmiomiesięcznej wnuczce Amelce, która odeszła na drugą stronę tęczy.

Układ kompozycji:

1. Amela (A. Krupa)
2. Camden Town (J. Śmietana, A. Krupa)
3. Song dla Gońki (A. Krupa)
4. Nie zaznasz szczęścia (J. Śmietana, A. Krupa)
5. Przepraszam (A. Krupa)
6. Ostatni Blues (J. Śmietana, A. Krupa)
7. Dziurawe kieszenie (A. Krupa)
8. Z Paryża w samotność (J. Śmietana, A. Krupa)
9. Popatrz chmurom prosto w oczy (J. Śmietana, A. Krupa)
10. Summertime (G. Gershwin)
11. Amela (coda) (A. Krupa)
bonus:
12. Ten cały jazz (J. Śmietana, A. Krupa)
13. Another Man (trad.)
14. Stary Człowiek (J. Śmietana, A. Krupa)

189

21 października 2012 roku moją płytę „Amela – blues o rozwianych włosach na wietrze” oficjalnie wydało Radio Kraków.
Trudno słowami opisać szczęście, które wtedy przeżywałem.
Na koncercie jubileuszowym z okazji 35-lecia mojej dziennikarskiej pracy, Prezes Radia Kraków (redaktor Marcin Pulit)
wręczył mi wspaniały prezent, czyli jedyny analogowy egzemplarz tego albumu.

204

Płytę „Amela – blues o rozwianych włosach na wietrze”
można zakupić w recepcji Radia Kraków, ul. Aleje Słowackiego 22.
Krążek CD kosztuje 29,99 zł.

RECENZJA ROBERTA RUTAJCZAKA

212

„To płyta, która już na dwa lata przed ukazaniem się, stała się legendą.
Pierwotnie zatytułowany „Ostatni blues” -pierwszy autorski album muzyka i wieloletniego dziennikarza Radia Kraków
a zarazem jednej z najbardziej barwnych postaci muzycznego Krakowa,
ukazać miał się jeszcze w 2010 roku.
Płyta była gotowa (w internecie pojawiła się nawet jej okładka).
Jan Chojnacki zaprezentował kilka nagrań w swej kultowej audycji „Bielszy odcień Bluesa”,
a jednak z różnych względów nie ujrzała światła dziennego. (…)”
<Czytaj dalej>

Antoni_Krupa_Amela_plakat (1)

Paweł Głowacki – Dziennik Polski – 23.04.2010
Kronika cukrowych trzcin
Nocny krzyk dziecka, gdy sen urwał się nagle, w pokoju nie ma nikogo, a miasto martwe do rana?
Skarga krótka, zaledwie parę dźwięków, dwa słowa, trzy sylaby, wszystkiego – krucha sekunda?
Trzy sylaby stłumione, jakby spod koca? Albo raczej zza muru tysiąca od stu lat nieczynnych zegarów?
Brzmienie dziecka, które czegoś się zlękło gdzieś daleko, nieludzko daleko stąd i nie dziś, nie w naszym czasie,
tak dawno temu, że dni, co przeszły, już nie policzysz?
Dźwięk wystygłej przeszłości? Tak. Chyba tak. Coś takiego.
Na początku „Ostatniego bluesa” – płyty Antoniego Krupy i Jarosława Śmietany,
krążka widmowego, co go nie ma, który jest tylko poniekąd, który ukaże się może za miesiąc, za rok albo jutro –
jest trąbka, gitara, harmonijka ustna i nocny krzyk dziecka,
trzy sylaby „cam-den-town”, gdy sen się urwał, w pokoju tylko czerń, a miasto zimne do świtu.
Po czym słychać resztę.
W sumie – 14 utworów.
14 opowieści ulepionych z fajkowego dymu, ciemnych okularów, niespiesznych gitar, trąbek spokojnych,
sennych harmonijek ustnych, perkusji taktownej, całej, równie somnambulicznej reszty instrumentów
i z głosów nie nachalnych, co umieją się zachować w dobrym towarzystwie,
zwłaszcza ze spacerującego z rękami w kieszeniach głosu Krupy, któremu zachwycająco nie chce się śpiewać,
głosu jak żwir cienistej alei pod butem.
„Camden town”,
„Song dla Gońki”,
„Ostatni blues”,
„Another man”,
„Innocence”,
„Nie zaznacz szczęścia”,
„Przepraszam”,
„Summertime”,
„Popatrz chmurom prosto w oczy”,
„Z Paryża w samotność”,
„Dziurawa kieszeń”,
„Cały ten chłam – czyli magia dźwięków”,
„Ruby Tuesday”
i „Stary człowiek” na finał. 14 muzycznych kronik?
Tak, kronik, tyle że mówiąc to nie mam na myśli księgi pełnej benedyktyńskiego mozołu jakiegoś archiwisty, który skatalogował kawałek świata, nie przywołuję arcydzieł Galla Anonima, Jana Długosza ani innych dzielnych zbieraczy. Mówiąc kronika, nie mam na myśli pamięci szczelnie wypchanej datami, nazwiskami, zdarzeniami, pamięci uniwersyteckiej, jak najbardziej słusznej, ale i suchej jak siano. Mówiąc o 14 kronikach płyty „Ostatni blues”, mówię o pamięci pełnej smaków, zapachów, drgnień, pełnej wszystkiego, co filigranowe, a co kiedyś przez drobną chwilę było na rzeczach, spowijało ludzi, nicowało godziny, dni, zmierzchy, noce. Jeśli nie da się wszystkiego wiedzieć – co lepiej znać? Dokładną datę urodzin ojca? Czy też to, jak mawiał Zbigniew Herbert, „Mój ojciec bardzo lubił France’a
/i palił Przedni Macedoński/ w niebieskich chmurach aromatu /smakował uśmiech na wargach wąskich”?
Ilekroć mam przyjemność biesiadować z Krupą (za rzadko!) i gadać pozornie o niczym, albo ilekroć buszuję po jego nie tak dawno wydanej księdze „Miasto błękitnych nut, czyli historia krakowskiego jazzu i nie tylko…” – tyle razy mam pewność, że jest on cały pamięcią o jakościach filigranowych, co dawno temu rozpłynęły się w powietrzu. I taka też jest płyta Krupy i Śmietany. 14 bluesowych kronik, a każda jak wypoczynek dla słuchającego, jak leżenie na mchu starym niczym żółwie z Galapagos, prawie nieważkim. I coś jeszcze – coś nie do przecenienia. W dzisiejszych, zdyszanych czasach za pięć groszy słuchasz „Ostatniego bluesa” – i oto jesteś dwa razy starszy niż jesteś, i czujesz, że wreszcie nie chce ci się babrać rąk szczurzych duperelami zza okna.
Zatem – 14 niespiesznych kronik smaków, zapachów nie z naszego czasu. 14 bluesowych uspokajających, uczących starego dobrego fachu oddzielania ziaren od plew, głównie uchem. A może to nie 14 bluesów Krupy i Śmietany, tylko jeden wielki niekończący się blues, przywołany
z epoki dawno wystygłej? Niech i tak będzie. Słucham go. Czekając, aż oficjalnie zawita do muzycznych sklepów – słucham widma ulepionego
z fajkowego dymu, czarnych okularów i odwiecznych powolnie dryfujących brzmień, widma, które mi Krupa sprezentował. Słucham i nie zazdroszczę wam, niewyróżnionym. Wciąż od nowa słucham i myślę, że gdyby nie pamięć Krupy – martwym Murzynom, co przed wiekami pierwsze bluesy świata mruczeli w szeleście cukrowych trzcin gdzieś pod Nowym Orleanem, było by im boleśnie smutno tak nie żyć, nie żyć i jeszcze raz nie żyć.